
Tak. W sprawie pisania jestem kompletnym ateistą. Nie
fruwają wokół mnie muzy, Pani Wena nie odwiedza mnie od czasu do czasu szepcząc
do ucha genialne rozwiązania fabularne, a natchnienie nie spływa na mnie jak
letni deszczyk.
Sprawa jest banalna, żeby nie powiedzieć – zerojedynkowa. Mam
pomysł, albo go nie mam. Im lepszy i bardziej doprac